Dwa dni temu miałam okazję ponownie wystąpić na antenie Radio WNET, gdzie rozmawialiśmy o aferze, która poruszyła opinię publiczną w Polsce – skandalicznej próbie sprzedaży w Niemczech ponad 600 przedmiotów i dokumentów po ofiarach niemieckich obozów koncentracyjnych.
Dom aukcyjny planował wystawić na licytację listy, kartki pocztowe, akta osobowe, dokumenty pracy przymusowej, a nawet wrażliwe dane medyczne więźniów Auschwitz, Dachau i Ravensbrück. Wszystko to wycenione na kilkaset euro. Materiały o ogromnej wartości historycznej, etycznej i symbolicznej potraktowano jak zwykłe obiekty handlowe…
W rozmowie zwróciłam uwagę, że to nie jest jedynie incydent – podobna aukcja odbyła się wcześniej w 2019 roku, a ślady po niej zniknęły z oficjalnej strony domu aukcyjnego. To rodzi pytania, na które wciąż nie mamy odpowiedzi: 𝐖 𝐣𝐚𝐤𝐢 𝐬𝐩𝐨𝐬𝐨́𝐛 𝐩𝐫𝐲𝐰𝐚𝐭𝐧𝐚 𝐨𝐬𝐨𝐛𝐚 𝐰𝐞𝐬𝐳ł𝐚 𝐰 𝐩𝐨𝐬𝐢𝐚𝐝𝐚𝐧𝐢𝐞 𝐭𝐚𝐤 𝐨𝐛𝐬𝐳𝐞𝐫𝐧𝐞𝐣 𝐤𝐨𝐥𝐞𝐤𝐜𝐣𝐢? 𝐃𝐥𝐚𝐜𝐳𝐞𝐠𝐨 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐳 𝐥𝐚𝐭𝐚 𝐧𝐢𝐤𝐭 𝐭𝐞𝐠𝐨 𝐧𝐢𝐞 𝐦𝐨𝐧𝐢𝐭𝐨𝐫𝐨𝐰𝐚ł? 𝐉𝐚𝐤𝐢𝐦 𝐩𝐫𝐚𝐰𝐞𝐦 𝐭𝐞 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐝𝐦𝐢𝐨𝐭𝐲 𝐳𝐧𝐚𝐥𝐚𝐳ł𝐲 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐧𝐚 𝐫𝐲𝐧𝐤𝐮?
Szczególnie bolesne było to, że na liście wystawionych obiektów znalazły się m.in. akwarele i list autorstwa 𝐁𝐫𝐨𝐧𝐢𝐬ł𝐚𝐰𝐚 𝐂𝐳𝐞𝐜𝐡𝐚, wybitnego sportowca zamordowanego w Auschwitz, oraz telegramy informujące rodziny o śmierci bliskich. To nie są pamiątki. To jest zapis tragedii!
Reakcja polskich instytucji – MSZ, MKiDN i Urzędu ds. Kombatantów – była szybka i zdecydowana, dzięki czemu aukcja została wstrzymana, ale podkreślałam na antenie, że takie działania muszą być podejmowane przed, a nie dopiero „na ostatniej prostej”.
Przedmioty po ofiarach obozów to dziedzictwo, które powinno trafić wyłącznie do rodzin lub do miejsc pamięci. Nie mogą stać się towarem. To nasz obowiązek jako Polek i Polaków, by dbać o prawdę, etykę i pamięć, zanim znowu ktoś spróbuje zrobić z nich przedmiot obrotu.


No responses yet