W ostatniej 'Odysei Wyborczej’ Radio WNET miałam okazję omówić nową Narodową Strategię Bezpieczeństwa USA opublikowaną przez administrację Donalda Trumpa. Dokument wywołał w Europie niemałe poruszenie, a Kreml zdążył już ogłosić, że „idzie w sukurs rosyjskim oczekiwaniom”. Tyle że – jak zawsze – warto zajrzeć do środka, zamiast opierać analizy na propagandowych podpowiedziach.
Strategia faktycznie zmienia akcenty: Chiny przestają być opisane jako geopolityczny przeciwnik i pojawiają się dopiero na dziewiętnastej stronie – wyłącznie jako rywal ekonomiczny. Współpraca USA z partnerami przestaje być warunkowana profilem ustrojowym, a zaczyna opierać się na „podobieństwie interesów”. Europa pojawia się głównie w kontekście kosztów, niedociągnięć i zbyt małego zaangażowania w kwestie bezpieczeństwa.
Jednak – i to podkreślam wyraźnie – nie jest to plan „demontażu Unii Europejskiej”. To raczej pragmatyczny zwrot, który pokazuje, że Waszyngton przestaje myśleć kategoriami wartości, a zaczyna traktować politykę zagraniczną jako transakcję.
Znacznie poważniejszy problem widzę gdzie indziej, w niespójności amerykańskich działań, szczególnie dotyczących negocjacji o przyszłości Ukrainy. Chaos w rozmowach odbija się również na samej strategii, która miejscami wygląda jak zestaw ogólnych haseł, a nie plan działań na kolejną dekadę.
Dokument nie odpowiada na kluczowe pytanie: jak miałby wyglądać realny układ między Ukrainą, Rosją a Zachodem? Jedno natomiast pokazuje jasno: Stany Zjednoczone wybierają kurs na twardy pragmatyzm. I to ten zwrot – bardziej niż nagłówki gazet – powinniśmy dziś w Europie uważnie czytać.


No responses yet